Spacer po Królewskich Ogrodach, po raz pierwszy.

 

Dziś była tak piękna pogoda, że grzechem byłoby nie pójść na jakiś długi spacer. Królewskie Ogrody idealnie się nadawały bo ciągną się i ciągną. Nogi zmęczyliśmy a nawet 1/3 nie zobaczyliśmy i następnym razem pojedziemy na rowerach. Przeszliśmy od Praskiego Belwederu czyli Letohrádka královny Anny do Mostu Štefánika. 

Słońce grzało, przyświecało, niebo było niebieściutkie jak świeżo umyte. Zdjęcia wręcz same się robiły.

Zaczęliśmy spacer od schodów prowadzących na zamek ale tyle turystów, że szybko uciekliśmy w tą część ogrodów gdzie było mniej ludzi. 

Dla leniwych jest ciuchcia.


 Wszystko tu stoi oczywiście na łupku, tu pięknie widać przekrój skał.



Ulice jak Wełtawa szerokie a my płyniemy nad nimi mostkiem łączącym dwie części parku.

To jest Hanavsky Pavilon. Dziś restauracja a kiedyś pawilon reprezentacyjny, pierwsza budowla w Pradze powstała (1891 r.) z żelaza, betonu i szkła.

A to olbrzymi metronom, który został postawiony w miejsce pomnika Stalina. Wokół niego spacerujący, podjadający, popijający lekkie drinki i piwko oraz młodzież spełniająca się na deskorolkach. Wszystko zmalowane sprejami ale fajna atmosfera poprawin po dobrej imprezie. Metronom robi powolne tik tik tik.

Do tego te widoki.

Letenský zámeček a wokół ogródki piwne. Miłe miejsce z pięknym widokiem.

Przez niedługi Most Štefánika idziemy podziwiając jak Wełtawa snadnie kradnie błękit nieba.

Łódki nowsze i starsze, mniejsze i większe, niestrudzenie wożą turystów po rzece.

Ach te Praskie mozaiki, byle zakątek zachwyca. Aparatu-telefonu nie chowam do torebki ani na chwilę.

 
Kościół Św. Klimenta. Założę się, że te wciśnięte w staromiejskie uliczki kościółki są zmorą profesjonalnych fotografów :-)
 
 

Nie jest łatwo chodzić po Pradze na głodniaka bo tu wszędzie ale to WSZĘDZIE są restauracje, bary, knajpki, z których wywlekają się ulice rozmaite smakowite zapachy. O własny język można się przewrócić :-)





Komentarze